MAGDALENA
W KRAINIE OBRAZU


Tekst i zdjęcia: Krzysztof Chaos Olechnowicz

DOSKONALE WŁADA PĘDZLEM, A JEJ PRACE
SĄ WYRAZISTE I MOCNE. MAGDALENA KRÓL
W ROZMOWIE DLA FINELIFE MÓWI O INSPIRACJACH,
SMACZKACH I PRACY NAD NOWYMI OBRAZAMI.

 

Krzysztof Chaos-Olechnowicz.: Gdy wchodzisz do pracowni, zamykasz drzwi
za sobą, czy może zostawiasz otwarte? 
Co się wtedy dzieje?

 

Magdalena Król.: Nigdy nie zamykam drzwi od pracowni. Bardzo lubię dużą
przestrzeń, nie czuję się skrepowana, a to dla mnie istotne. Mieszkanie jest
też dla mnie pracownią. Kiedy maluję staram się wykorzystać światło 
dzienne. W tygodniu normalnie funkcjonuje jak większość ludzi, wstaję i idę
do pracy. W weekendy maluję jeśli natchnienie mi na to pozwoli... Jestem
niedzielnym malarzem . Ludziom może się wydawać, że malowanie jest tylko
przyjemnością. Oczywiście jest to niewyobrażana przyjemność, ale jest to też
praca, wysiłek psychiczny i fizyczny. Po kilku godzinach malowania,
zastanawiania się, myślenia o nakładaniu farby, wszystkich obrotów umysłu
odczuwam duży wysiłek, ale jest to wysiłek pozytywny, więc człowiek przy tym
najzwyczajniej pracuje.

 

K.: Z czego się wzięło twoje malowanie, czy to był impuls, czy przyszło
z czasem?

 

M.: Rysowałam jako dziecko i nigdy o tym nie zapomniałam. Nigdy też nie malowałam farbami. Jest to dla mnie nowość w tym etapie twórczym. Wiesz jak to jest, w pewnym momencie trzeba wybrać szkołę, a że byłam butnym dzieckiem rodzice nie mogli nade mną zapanować. Wybrałam zwykłą szkołę, nie plastyczną. Malowanie wciąż się oddalało.

 

K.: Chyba znam zasadę tej zbuntowanej natury, jesteś urodzona w kwietniu?

 

M.: Tak, urodzeni w kwietniu to trudne dzieciaki.

K.: Wiem, że do tej pory żyłaś trochę w nie swoim ciele?

 

M.: Tak, minął kilkunastoletni okres dosłownie w nie swoim ciele.
Bez spełnienia, pamiętając gdzieś tyłu głowy, że wciąż nie robię tego
co pragnę, co powinnam robić. Wszystkie złe zdarzenia wydarzyły się
w bardzo krótkim okresie. Czas spędzony tylko ze sobą pozwolił mi
na dotarcie do etapu, w którym jestem teraz. Jestem szczęśliwa,
malarstwo wypełnia każdą pustkę, smutek, troski, zmagania
z codziennością.

 

K.: Traktujesz malarstwo jako pracę czy zajęcie?

 

M.: Zawsze podchodziłam do tego, jak do upragnionej pasji. Nigdy nie myślałam o tym jak o pracy, która mogłaby przynosić nie tylko przyjemność, ale i zysk.

 

K.: Twój pierwszy sprzedany obraz?

 

M.: Pierwszy obraz sprzedałam swojemu znajomemu. Nie chciałam za to wynagrodzenia. Nie wiedziałam jak go wycenić. Jego szczodrość dała mi niezłego kopa. Pomógł mi zrozumieć ile moja praca jest warta. Zyskałam świadomość, że tak można żyć, że faktycznie można połączyć pasję z pracą.

K.: Jak wygląda Twój warsztat, Twoje przygotowanie techniczne, szkicujesz najpierw, a później malujesz, robisz najpierw tło czy detal?

 

M.: Nie wykonuję szkicu, wszystko jest w mojej głowie. Maluję intuicyjnie, docieram do technik sama, jestem samoukiem. Każde zakończenie obrazu zadziwia mnie kolejną nowością techniczną, do której dotarłam drogą własnej pracy i intuicji.

 

K.: Jakie barwy interesują ciebie najbardziej?

 

M.: Uwielbiam wszystkie odcienie szarości, wszystkie przybrudzone kolory.

 

K.: Dużo się zastanawiasz przed nowym obrazem?

 

M.: Czasami wystarczy jedno przebudzenie, a czasami rozpoczęty obraz stoi kilka tygodni zanim go ukończę. Chodzę koło niego, przyglądam się, zastanawiam..., zasypiam myśląc o nim.

 

K.: Kim są ludzie z Twoich obrazów? To Twoi znajomi, czy zmyślone postacie?

M.: Zmyślam ich. Pokazują się w mojej głowie, śnię o nich... Przeważnie
mam bazę w postaci zdjęcia, reszta to cała moja wyobraźnia. Inaczej jest
w przypadku obrazów, które robię na zamówienie. Bywa, że są to ludzie 
ze świata pop kultury, wtedy odwzorowanie postaci jest i musi być 1:1.
Tak było w przypadku Davida Bowie. Zwykle kojarzy nam się on jako
Ziggy Stardust, a ja chciałam go ująć, wybrać pozę, mimikę, która nie jest
tak rozpowszechniona w naszym myśleniu o nim.

 

K..: Kto jest Twoim odbiorcą?

 

M.: Cały wachlarz osobowości, czasami sama jestem zaskoczona. Jednak chyba najwięcej przyjemności sprawia mi dyskusja z kimś, kto jest po prostu zainteresowany moją pracą.

 

K.: Co jest takiego wyrazistego w Twoich obrazach co przyciąga wzrok odbiorców?

M.: Smaczki. W moich obrazach są smaczki w piegach, guziczkach przy koszuli, kolorach, oczach. Na każdym obrazie są detale, które są dla mnie bezcenne. Odbiorcy też je bardzo lubią.

 

K.: Co z podwyższaniem sobie poprzeczki?

M.: Wydaje mi się, że wciąż to robię z każdym obrazem.

 

K.: Co się dzieje, gdy nie masz weny, pomysłu, gdy praca nie idzie po Twojej myśli?

 

M.: Wiele osób myśli o tym, że rzucam pędzlami jak mi coś nie wychodzi, a mi po prostu opadają ręce. Wtedy wiem, że muszę odetchnąć, może przez godzinę, może przez kilka dni. Nauczyłam się już czekać, choć nie zawsze jest to łatwe.

 

K.: Co czujesz po skończonym obrazie?

M.: Cały wachlarz emocji.

K.: Na jakim etapie swojego malarstwa jesteś, jak byś go nazwała?

M.: Zimnym, z pewnością nazwałabym go zimnym etapem.

K.: Kto jest dla ciebie królem malarstwa?

M.: Witkacy, Frida, ale to wciąż mocno ewoluuje.