LIFE LOVER


Rozmawiała: Patrycja Toczyńska

 

Z FOTOGRAFKĄ ANNĄ BLODĄ SPOTYKAMY SIĘ W MODNEJ
DZIELNICY NOWEGO JORKU - BEDFORD, MIEJSCU PEŁNYM
ARTYSTÓW KOLOROWYCH LUDZI I MODNYCH KAFEJEK.
PIJEMY KAWĘ W KULTOWYM JUŻ „5 LEAVES”, KTÓREGO
ZAŁOŻYCIELEM BYŁ SAM HEATH LEDGER. ANNA UJMUJE
OTWARTOŚCIĄ. ROZMAWIA Z LUDŹMI NA ULICY, ZACZEPIA
DWIE NASTOLATKI I ROBI IM ZDJĘCIA. MA OCZY DOOKOŁA
GŁOWY I BACZNIE OBSERWUJE RZECZYWISTOŚĆ. ROZMAWIAMY
O JEJ FOTOGRAFII I AMERYKAŃSKIEJ PRZYGODZIE.

 

Patrycja Toczyńska.: Wybrałaś życie w wielkim mieście. Zamieniłaś Warszawę na Nowy Jork. Jak wygląda życie fotografki w „Wielkim Jabłku”?

 

Anna Bloda: Mówi się, że Kraków jest leniwy, a Warszawa szybka. Nowy Jork
jest dziesięć razy szybszy, niż Warszawa. W NY trzeba się naprawdę szybko
przemieszczać i orientować, być pracowitym i cały czas robić „update“.
W każdym tygodniu powinno się coś nowego publikować, pokazywać.
Tutaj marketing jest bardzo agresywny. Nie ma czegoś takiego, że siedzisz
w kącie i Cię znajdą. W amerykańskiej kulturze wszystko musi być cool albo
hot. Musisz mieć super ubrania, dobrze się prezentować i być sexy. Sex jest
towarem numer jeden. Myślę, że ja z moją naturą ekshibicjonistki
i umiłowania dla ciała, wchodzę w to miasto jak w masło.

 

Patrycja Toczyńska.: Dlaczego wybrałaś akurat Nowy Jork?

Anna Bloda.: Zawsze kochałam to miasto. To dla mnie synonim czegoś
najlepszego. Najlepsza sztuka, najlepsze jedzenie, zlepek różnych kultur,
ciekawa architektura, no i kontrasty. W Nowym Jorku żeby przetrwać,
trzeba być silnym psychicznie i po mimo tego, że w Polsce miałam
wspaniałe życie: spotkania z przyjaciółmi, prace dla świetnego
wydawnictwa, to wiedziałam, że muszę wyruszyć na podbój wielkiego
świata. Musiałam się zrealizować, sprawdzić w zetknięciu z inną kulturą.
Myślę, że Ameryka mnie lubi. Doceniają tutaj moją spontaniczność,
otwartość i szczerość, to co w Polsce niekoniecznie się podobało.
Trzeba zrozumieć tę kulturę. Amerykanie śmieją się z czegoś innego,
mają inne wartości, trzeba się ich nauczyć i przed nimi otworzyć.
Zanim zamieszkałam w Nowym Jorku na stałe, przyjeżdżałam tu już parę
razy wcześniej. Poznawałam miasto od gruntu. Wiele lat temu pracowałam
jako „babysitter“ gdzieś w New Jersey. Nie znałam nikogo. Po pracy
krążyłam po Time Square niczym zombie. Wszystko było zachwycające,
ogromne i po prostu niesamowite. Teraz jest to już mój dom. Mam tu
ulubione miejsca, przyjaciół, współpracuję z magazynami.

 

Patrycja Toczyńska.: Twoje zdjęcia są autentyczne. Nie udajesz, nie kolorujesz rzeczywistości, ale przyznasz też, że często są bardzo kontrowersyjne. Fotografujesz normalnych ludzi. Z kim najbardziej lubisz pracować i jak wybierasz bohaterów swoich sesji?

Anna Bloda.: Uwielbiam fotografować osobowości, dzieciaki z Nowego
Jorku, z tak zwanej sceny Club Kids, inspirowane latami 90. Kocham ich!
Za każdym razem, gdy z nimi pracuje, czuję jakby część ich energii wnikała
do mnie. Razem tańczymy, bo fotografia to wspólny taniec. Ja inspiruję się
nimi, a oni mną. To jest wzajemna nauka. Podglądam jak pojmują świat
zbudowany na internecie, podczas kiedy w czasach mojego dzieciństwa
nie było nawet telefonów komórkowych. To wszystko sprawia, że czuję się
bogatsza, dodatkowo stymulowana. Ale czasem też nie jest łatwe, by do tych
dzieciaków dotrzeć. Muszę cały czas zachować młodzieńczy umysł i starać się
nie oceniać, nie dodawać ludziom etykietek, nie krytykować. Muszę być
otwarta i dlatego ludzie lubią ze mną pracować. Myślę, że moi bohaterowie
też czują, że ich akceptuję, że mogą się przede mną otworzyć. To bardzo
ważne, żeby zbudować dobrą relację pomiędzy modelem, a fotografem.
Oni muszą się czuć bezpiecznie w moim towarzystwie.

 

Patrycja Toczyńska.: Twoi bohaterowie są popularni?

 

Anna Bloda.: Tak. Niektóre z moich dzieciaków mają po 20 lat i są już na
okładkach gazet. Chodzą po wybiegach, wpuszczani są do klubów bez kolejki.
Imponuje mi ich młodość i pewność siebie. To nie jest młodzież, która nie
wie czego chce. Oni mają dokładnie sprecyzowane, gdzie chcą być i co chcą
robić za parę lat. Nicky Ottav z którym pracowałam kilka razy ma 20 lat,
ale jest bardzo inteligentny. Rozmawiając z nim, odnoszę wrażenie,
że dyskutuję z dojrzałym mężczyzną. Zawsze dobieram modeli na podstawie
osobowości. W każdym mieście jest jakaś grupa ludzi, która jest cool i rządzi
okolicą. To są osoby, które zawsze przynoszą coś nowego. One pierwsze
dostrzegają ważne rzeczy. Chciałabym być częścią takiej grupy.

 

Patrycja Toczyńska.: Współpracujesz z magazynami min.: z „Bullet magazine“.
Jak ludzie z Nowego Jorku postrzegają ciebie i Twoją fotografię?

 

Anna Bloda.: Myślę, że w moich zdjęciach widać moją osobowość, ale też to,
że jestem z Europy. Tutaj w Ameryce lubią europejczyków. Na korzyść działa
też mój wiek, nie mam 20 lat i wiem co robię. Amerykanie postrzegają mnie
trochę jak kolorowego ptaka. Lubię się wyróżniać. W ten sposób buduję
też swój wizerunek fotografa. Ludzie komentując moje zdjęcia mówią,
że są one szczere. Nawet jeśli zdarza mi się robić sesję fashion, to zawsze
najważniejsza jest prawda. Staram się w takich sesjach przemycić
ducha. Najważniejszy jest człowiek. Prawdziwy człowiek. Tego szukam.

 

Patrycja Toczyńska.: Jak wygląda Twój dzień pracy w Nowym Jorku?

 

Anna Bloda.: Jestem freelancerem, więc sama sobie jestem bossem.
Z racji tego, że rozkręcam własny biznes ubraniowy Bloda’s choice,
to poranki spędzam w outletach. Tam wybieram ubrania, a potem
je sprzedaję. Mój dzień to bieganie po sklepach, sesje zdjęciowe,
ciekawe eventy, spotkania z ludźmi. Działam spontanicznie. Zmieniam
kierunek lotu w zależności od tego, co przynosi rzeczywistość. W Nowym
Jorku nie możesz się nudzić. Jest tyle ludzi, wydarzeń, eventów, że nie
sposób ot tak po prostu siedzieć w domu i nic nie robić. Pracuję 24h
na dobę, jestem cały czas w ruchu. Tutaj nie da się inaczej. Musisz być
cały czas przytomny, trzymać swój umysł w ryzach i uważnie patrzeć.

 

Patrycja Toczyńska:. Jesteś szczęśliwą osobą? Co Ci daje szczęście?

 

Anna Bloda: Szczęście to stan umysłu nad którym pracuje się każdego
dnia. Tuż po przebudzeniu każdy człowiek ma wybór: albo jest się
człowiekiem szczęśliwym i wdzięcznym, albo człowiekiem smutnym.
Zwykle wybieram to pierwsze.