Laura La Wasilewska
Ważne pytania i jeszcze ważniejsze odpowiedzi.
Rozmawiamy dziś z malarką Laurą La Wasilewską, o tym, że wszyscy jesteśmy artystami, tylko trochę o tym zapomnieliśmy..

Absolwentka Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie. W 2010 roku obroniła dyplom z wyróżnieniem na Wydziale Malarstwa w pracowni - prof. Antoniego Fałata.
Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, designem, fotografią oraz ilustracją.
Nagradzana i doceniana przez krytyków, środowiska artystyczne, media, recenzuje publikacje artystyczne, opowiada o sztuce i o rynku sztuki.

Joanna Maciejewska: Lauro, pytanie na początek, które pewnie wszyscy Tobie zadają: - czy od zawsze chciałaś malować ?
Laura La Wasilewska: Nie, tego nie wiedziałam od zawsze, nawet na początku edukacji, w przedszkolu miałam problem z rysowaniem podstawowych figur, a potem przyszedł taki dzień, że zaczęłam rysować tak szczegółowo i realistycznie, że wszyscy się zastanawiali skąd to się wzięło. Przyznam że od kiedy zaczęłam rysować, zawsze było widać, że rysuję realistycznie i uwielbiam postrzegać rzeczywistość dookoła mnie, czyli okres 6-7 lat, rysowałam wszystkich domowników łącznie ze zwierzętami w domu. W wieku 10 lat zainteresowałam się historią sztuką, rynkiem sztuki i ta moja fascynacja trwa do dziś.
JM: Masz do dzisiaj te rysunki?
LLW: Mam.
JM: Jak to jest dzielić czas malarski na Polskę i USA ?
LLW: Tak, to dość trudne. W USA byłam teraz pierwszy raz. Myślę o tym, by zostać tam na stałe, ale to nie znaczy, że będę zrywać kontakty z ukochaną Warszawą i Polską. Mam tam grupę przyjaciół którzy namówili mnie, żebym sama dla siebie odkryła mit Wielkiej Ameryki. Czekają na mnie tam realizacje portretów, które zamawiają u mnie zamożni ludzie.
JM: Czyli praca na pełen etat ?
LLW: Wszędzie dużo pracuję, bo to kocham. Wróciłam do Polski, bo kończę doktorat artystyczny na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Na co dzień realizuje duże cykle malarskie, bliski jest mi portret emocjonalny. Portretuję ludzi, którzy mnie urzekają.
JM: A dlaczego portrety ?
LLW: Zachwyca mnie człowiek, jednak kiedyś bardzo dużo malowałam pejzaży, martwych natur, ale to właśnie człowiek od zawsze mnie absorbował. Interesowały mnie wszelkie dziedziny: medycyna, historia sztuki, prawo, psychologia. Dlatego podejmując się tematu portretów Lucjana Freuda nie opieram się wyłącznie na jednym zdjęciu i gdybym miała sportretować Ciebie to musiałabyś uważać (śmiech), bo użyłabym wielu informacji, żeby ten portret był pełny. Dziś więc, razem w jednym obszarze sztuki skupiają się moje młodzieńcze fascynacje.
JM: Czyli chcesz poznać wnętrze człowieka?
LLW: Tak, od wewnątrz też, chcę poznać go z wielu stron.
JM: Chciałabyś podejrzeć jego emocje?
LLW: I podejrzeć emocje i zobaczyć, kiedy on wygląda naturalnie.
JM: Co to znaczy: naturalnie?
LLW: Część mojego procesu portretowania polega na tym, że spotykam się z osobą, którą chcę namalować i od pierwszego słowa już ją portretuję w głowie, dopiero po 2-3 godzinach wyjmuję aparat i w trakcie rozmowy robię zdjęcia kiedy ona czuje się swobodnie, jest obyta ze mną, z otoczeniem. Czuje się pewnie.
JM: Układasz z własnych klocków postać wewnętrznie i zewnętrze kompletując wszystkie puzzle?
LLW: Dokładnie. Nie opieram się, nie podaje się tylko pierwszemu wrażenie.
JM: Czyli mogłabyś pracować w policji jako portrecistka?
LLW: Wiesz co, faktycznie (śmiech) nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale taki jest również mój proces poznawania postaci i... tak- pewnie mogłabym to robić.
JM: A jak wybierasz osoby do portretowania?
LLW: Na podstawie moich własnych fascynacji. Portretując znanych artystów jak w przypadku cykli malarskich Lucjan Freud in progress i American Artist in progress. Ten drugą serię poświęcam uwadze uznanych, nieżyjących artystów jak i współczesnych. I choć Picasso nie był amerykańskim artystą, to myślę że miał znaczący wpływ na sztukę XXI wieku a więc także amerykańską. Ponadto bardzo wysoko cenię jego twórczość. A moja przygoda z portretowaniem, zaczęło się od przyjaciół, których portretowałam, a z czasem ludzie zaczęli u mnie zamawiać portrety.
JM: Czyli można do Ciebie napisać i poprosić o sportretowanie?
LLW: Jasne, oczywiście.
JM: Jak długo trwa ten proces od momentu pierwszego kontaktu do otrzymania dzieła?
LLW: 2-3 tygodnie, ale może być też tydzień.
JM: Od czego zależy ten czas?
LLW: Niektórzy są bardzo wyraziści, czuje się od nich ogromną empatię. Zależy oczywiście także od formatu pracy i techniki.
JM: Czy w takim razie widzisz aurę tych osób?
LLW: Wiesz co, coś takiego jest.. czuje się to coś, niebywałego, tworzy się wokół nich taka aura i łatwo się ich maluje.
JM: Lauro, a czy dostrzegasz różnicę między artystami, którzy tworzą w Polsce, a tymi, którzy malują w Stanach lub gdzieś za granicą ?
LLW: Ta granica się zaciera, ale nadal są ludzie, którzy mają kompleksy, a uwarunkowania geograficzne nie powinny mieć na to wpływu. Jednak jest pewna grupa artystów, którzy zajmując się sztuką, a kompleksy u Nich są bardzo widoczne. Czyli dany artysta tworzy wspaniałe rzeczy, ale ma problem z wypromowaniem siebie, albo nie ma takich cech, które pozwoliłyby jemu /jej wyjść do świata. Z jednej strony chce, by widzieli jego twórczość, ale ma problem z komunikacją społeczną. Na szczęście to się zmienia.
Może to będzie konwersyjne co powiem, ale nie podziwiam ludzi, którzy narzekają nieustanie, na los bycia artystom. Kiedy popatrzysz na historię portugalskiej artystki Pauli Rego czy Walta Disneya ile razy lądował na bruku, ale do 5 razy sztuka- i osiągnął sukces, czyli oprócz pracowitości, wiary, konsekwencji. Niezbędne jest wychodzenie do ludzi z tym, co robisz. Skąd oni mają wiedzieć o Tobie? To jest naturalne i nie ma co narzekać, trzeba się otworzyć na świat, na drugiego człowieka ale znać swoją wartość. Tworzyć, być pewnym siebie, pracować codziennie, mieć duży dorobek i kochać to, co się robi. Być wdzięcznym za każde doświadczenie które Nas kształtuje. Niestety jeszcze, wielu polskich artystów podatnych jest na brak wiary w siebie a co za tym idzie nieustanne narzekanie.
JM: Niby teraz jest łatwiej, żyjemy w globalnej wiosce, ale nadal jest wielu artystów, którzy boją się krytyki, oceny?
LLW: … Trzeba być nastawionym na krytykę. Jest faktycznie taki niezwykły kompleks naszej rzeczywistości, bo ci, którzy są amatorami i dostaną chociaż jedną pochwałę obrastają w tak ogromną siłę, że później są tak pewni tego, co robią, chociaż popełniają wiele błędów, ale prą do przodu i sprzedają praktycznie non stop, albo są wszędzie. Natomiast ci, których byśmy nazwali profesjonalistami, artystami z wykształcenia to faktycznie, kiedy już skończą studia, stworzą coś, to nie wiedzą co dalej. Nie chce generalizować ale można zauważyć większą pewność wśród amatorów niż artystów z wykształceniem, to nie tylko moje spostrzeżenie.
JM: … ale z czego to wynika?
LLW: Myślę, że składa się na to wiele czynników: cech indywidualnych danego artysty, ale też z chaosu jaki panuje na rynku sztuki, przyzwolenia na globalne promowanie “ego” bez doświadczenia, wiedzy i warsztatu. Jesteśmy globalną wioską próżności. Artyści nie wiedzą po co sięgnąć, jaki zrobić krok, a może mają zbyt wielkie oczekiwania, że gdy ich tak wiele wysiłku I serca kosztowała edukacja, to teraz nie wiedzą jak pokierować statkiem dalej, bez profesorów mniej lub bardziej pomocnych.
JM: Studia nie uczą życia po studiach ?
LLW: Szczerze? Młodzi adepci sztuki pytają mnie co mają robić, w jakim kierunku pójść..
JM: … a może pytają w którą stronę pójść, by sprzedać prace ?
LLW: … może trochę unikam tego tematu, ale tak, cały czas on jest. Nawet moi znajomi mnie pytają jak to jest, że ty tak dużo sprzedajesz? …
I zawsze odpowiadam, w sztuce potrzeba czasu i cierpliwości, nie każdego stać na taką determinację, oddanie, wytrwałość … a malowanie w czyimś stylu nie jest dobre. Bo nigdy nie będziesz szczery w tym co robisz, nie będziesz sobą. Powielanie w stylu Wilhelma Sasnala, które miało miejsce w Polsce kilka lat temu jest dobrym przykładem tego zjawiska. Kiedy to, bardzo dużo osób zaczęło malować w ten sam sposób, a wielu galeriach sztuki nastąpił wielki boom klonów Sasnala. Zadaję pytanie: gdzie jest TWOJA twórczość ?
JM: A czy nie jest tak w takim razie, że studia są fabryką klonów Sasnala?
LLW: Trzeba odróżnić fascynację, inspirację stylem danego artysty, tematyką i zagadnieniami artystycznymi, technicznymi natury malarskiej w podjętych obrazach a przywłaszczaniem, zapożyczaniem gotowych “cytatów” w twórczości drugiego artysty. Jeśli twórczość Jana Jakuba Ziółkowski, była prezentowana kilka lat temu, w roku 2007. W wielkich przestrzeniach Państwowej Galerii Sztuki Zachęta, jest to powód do radości, dowód uznania. Ucieszył mnie fakt, że ktoś tak młody był prezentowany w tak prestiżowej i jednej z najważniejszych Instytucji Państwowych dla sztuki. Gratuluję mu odwagi i talentu, niebywałej wyobraźni. Rok później, jadę do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. I oglądam dyplomy, widzę obrazy w tym samym stylu jak Jana Jakuba Ziółkowski, to odnoszę wrażenie, iż jest przyzwolenie przez niektórych profesorów na to, żeby powielać pewien styl malarski, który został już wcześniej uznany przez krytyków i środowisko, na fali sukcesów międzynarodowych, bardzo dobrze się sprzedaje. Odtwórczość nie jest dobrą drogą dla artysty tak uważam. Uczelnia powinna otwierać przyszłego adepta sztuki na indywidualizm, otwierać na nowe środki.
JM: a otwiera?
LLW: Licea Plastyczne, Uczelnie ASP powinny pokazywać wiele dróg, którymi możemy dojść do upragnionego celu, ale dużo zależy od profesorów, od studentów. Uważam, że wszystko zależy od tego, na kogo trafimy w życiu, jakich masz profesorów i co oni chcą tobie powiedzieć. Jeśli jesteś otwarty i chętny do współpracy i masz takich profesorów, to bardzo dużo możesz się od Nich nauczyć. Wzajemnie od siebie. Ja miałam to wielkie szczęście i zaszczyt, jak i moi koledzy ze studiów mieć profesorów wielkiej klasy, którzy traktowali każdego z Nas indywidualnie. Niestety wiem o tym że zdarzają się dosyć często pracownie w których dany asystent i profesor szufladkują swoich podopiecznych pod jeden wzorzec.
JM: … A nie jest tak, że rodzimy się wszyscy artystami? Jako dzieci chcemy tańczyć, malować, śpiewać, jesteśmy otwarci, kochamy wszystkie zwierzęta, a z czasem, biegiem życia zamykamy się i idziemy na studia, by uczyć się znowu tej otwartości?
LLW: Faktycznie, jak się popatrzy na dzieci, to w nich jest tyle kreatywności, ale wiesz dlaczego? One nie mają żadnych ograniczeń!
JM: i prawie żadnych odgórnych schematów.
LLW: Tak, dlatego że im się chce WSZYSTKO, że mają z tego wiele radości ! A później faktycznie na nowo muszą wracać, uczyć się tego, jak nie mieć schematów.