JACEK WALKIEWICZ
SWOIM DOŚWIADCZENIEM I MĄDROŚCIĄ ŻYCIOWĄ INSPIRUJE WIELE OSÓB. UDOWADNIA, ŻE MARZENIA SĄ PO NIC. JEDYNIE PO TO, BY JE SPEŁNIAĆ. ZACHĘCA DO ODKRYWANIA TAJEMNICY ŻYCIA, CIESZENIA SIĘ NIM. ZAPRASZAMY NA WYWIAD.

fineLIFE.: Podobno w życiu nie ma stabilizacji. Szczęście to tylko ulotny stan, który zmienia się wraz z samopoczuciem? Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?

Jacek Walkiewicz.: Stabilizacja to życie w bezruchu, spokojne, bez wyzwań, bez zmian. Życie, które u dorosłego nie prowadzi do satysfakcji. A szczęście to stan dla leniwych. Do szczęścia nic nie jest potrzebne, poza akceptacją rzeczywistości. Można być szczęśliwym w każdym momencie. Dzisiaj żyjemy w świecie,
w którym liczy się bardziej sukces, a sukces to umiejętność działania. Mieć to, co się chce jest istotą sukcesu, stawianie sobie poprzeczek i ich osiąganie. Nie myślę o stabilizacji, jak o czymś wyjątkowo złym, ale nie sprzyja tajemnicy odkrywania życia, tylko utrzymuje to, co już się ma. Łatwo to zaobserwować w naszym codziennym życiu. Nasze nawyki prowadzą do powtarzalności: kupowania tych samych serów, chodzenia tą samą drogą, oglądania tych samych programów.

fL.: Często boimy się ryzykować, próbować nowych rzeczy, dokonywać zmian, wyjść ze swojej strefy komfortu, żeby niczego nie stracić. Jak to przełamać?

J.W.: Jest to kwestia tego, co wynosimy z domu. Jeśli przez 20 lat słyszymy „uważaj, uważaj, uważaj” ­(bo to ulubione słowo rodziców) to ma się nijak do słowa „zaryzykuj”. Powtarzam od lat wszystkim młodym, że najpiękniejszy okres jest między 21, a 30 rokiem życia! A niewykorzystany przepada na zawsze! Jest to czas wejścia w dorosłe życie, ale jeszcze bez wielkich zobowiązań, czas podróży i odkrywania siebie. Jeżeli z domu wynieśliśmy słowo „uważaj”, to uważamy. Jeżeli wynieśliśmy słowo „nie bój się, odkrywaj”, to działamy! Jeżeli pytamy o to ludzi sukcesu, bardzo często okazuje się, że mieli oni kogoś, kto mówił im: „działaj, zrób”.

fL: Obowiązkiem rodzica jest wyposażyć dziecko w skrzydła i popychać do przodu, niestety często jest zupełnie inaczej. Jak nauczyć się latać ?

JW.: Jak się skacze z przepaści to trzeba rozłożyć skrzydła. Dla kogoś, kto zrobił coś w młodym wieku, przyjechał z drugiego końca kraju i rozpoczął nowe życie, to jest to pewien rodzaj rozłożenia skrzydeł i latania. Bez tego ciężko sprawdzić, czy ma się skrzydła. Nie mam wątpliwości, że polski model wychowania jest modelem „uważaj”.

fL.: A Pan jakim jest rodzicem?

JW.: Jasiu, jakim jestem rodzicem?­ (śmiech do syna w pomieszczeniu obok­ przyp. red.) Ja mam 4 dzieci i pewnie każde powiedziałoby co innego. Jestem rodzicem starającym się być spójnym. Mam filozofię, że to, co jest prawdziwe jest najbardziej wartościowe. Możemy dzieci ostrzec, nie możemy zatrzymać. Z Jasiem była kiedyś taka historia, że umówiliśmy się na spotkanie i się spóźniłem. Jaś był na mnie zły, powtarzał kilka razy w kółko:„spóźniłeś się!”. A potem z pretensją dodał: „ Na szkolenie nigdy byś się nie spóźnił”. To było dla mnie bardzo refleksyjne zdanie, faktycznie ja się do miejsc zawodowych nie spóźniam, w związku z tym dla dziecka jest widoczne coś,czego ja nie widzę. Życie w hipokryzji to ciągłe zarządzanie sprzecznościami, tego się nie da ukryć przed nikim, przed dziećmi tym bardziej.. Mówić: „nie bój się”, a samemu się bać - nie działa. Jeżeli mówimy dziecku „czytaj książki”, to sami powinniśmy je czytać. Jeżeli mówimy: warto mieć marzenia, to­ miejmy je. Na pewno jestem rodzicem, który jest szalony jeśli chodzi o marzenia.

fL.: Jakie są Pana marzenia?

J.W.: Te dziecięce, które miałem, ­zrealizowałem. Natomiast te, które mam teraz, można podzielić na dwie kategorie: „mieć”,­ m.in. stare samochody oraz to, „czego doświadczam” - odkrywania tajemnicy życia, czyli frajdy ze zbiegu okoliczności, poczucia, że jednak to wszystko układa się w całość. Jak człowiek czegoś szuka w życiu, to po drodze spotyka ludzi którzy mu pomagają. Moja Księgarnia to jest fanaberia, ­klasyczny przykład marzenia, które jest pozbawione opłacalności.

fL.: A jak to jest z marzeniami i planami? Niektórych marzeń nie możemy spełnić, prowadzą do frustracji.

J.W.: To taka iluzja. Marzenia są dla mnie częścią wizji, widzenia większej perspektywy, wyobrażenia, co ma być tam dalej i założenia, że w tym momencie,
w którym o tym myślimy jest to prawie niewykonalne. Wszystko, co się później dzieje, sprowadza się do codzienności, konkretnych planów, celów. Nie zarządzam marzeniami. Mam poczucie, że jeśli się bardzo czegoś chce i jest się uważnym, to po drodze jest wiele znaków, które jak się odczyta­ doprowadzą nas do właściwego miejsca. Czekam na moment, kiedy pojawia się znak. Istotą marzeń jest to, że nie muszą mieć żadnego uzasadnienia.

fL.: Jak często rezygnuje Pan z marzeń?

J.W.: To rzadka umiejętność: umieć kasować swoje pomysły! Mieć coś w głowie przez 5 lat i któregoś dnia powiedzieć: już nie chcę tergo robić. Już nie podoba mi się to. Już mi to nie smakuje. Kiedyś mieliśmy z rodziną pomysł, by zamieszkać w w Oxfordzie. Kiedy już wszystkie plany były zaawansowane, znaleźliśmy mieszkanie, szkołę dla syna, rodzina nie wyraziła chęci do przeprowadzki. Wtedy mentalnie ten pomysł zamknąłem, skasowałem.

 

fL.: Było to przykre?

J.W.: Nie, taka jest natura marzeń. Mamy pewne wyobrażenia w tym punkcie
w którym teraz jesteśmy, jeśli mija jakiś odcinek, my się zmieniamy, sytuacja,
otoczenie i bywa, że po czasie to już nie ma dla nas wartości. W związku
z tym, myślę, że to jest taki element poczucia osobistej wolności, nie można
zostać niewolnikiem marzeń, planów. Uważam, że życie konsekwentne jest
wielokrotnie nudniejsze przez to, że jest za bardzo podporządkowane
punktom, które sobie wyznaczyliśmy i potem ciężko z nich zrezygnować.
Ważna jest umiejętność powiedzenia „ coś robiłem 20 lat a teraz przestanę
i zajmę się zupełnie czymś innym.” Jak to powiedział mój kolega jak coś
umiesz robić i robisz to nic nadzwyczajnego. Ale zacznie robić coś na czym
się w ogóle nie znasz. Jeśli zajmiesz się czymś nowym to poznasz ludzi,
których wcześniej być może nie miałbyś okazji poznać, wejdziesz w inny
świat, otworzą się nowe możliwości . Często młodym ludziom mówię, to
gdzie rozpoczniesz prace ma ogromne znaczenie. Jak rozpocznie
w McDonaldzie na Puławskiej, to możesz poznać miłość swojego życia,
a jak na Marszałkowskiej to być może zaczniesz nurkować, bo tam
wszyscy nurkują. Miałem być lekarzem, ale nie uczyłem się fizyki, nie
zdałem na medycynę, poszedłem na weterynarię, odkryłem, że boję się
zwierząt i w rezultacie skończyłem psychologię. Parę takich momentów
zwrotnych doprowadziło mnie do miejsca w którym jestem. Dlatego,
uważam, że najfajniejszą rzeczą w życiu jest jego tajemniczość. W naszej
głowie jest wyobrażenie, a rzeczywistość później może to wszystko weryfikować.

fL: Ludzie boją się upływu czasu. Uważają, że z biegiem lat wielu rzeczy „nie wypada” robić, że najlepszy czas mają już za sobą. Jak zachować energię
i tajemniczość do końca życia?

J.W.: Kiedy człowiek nie wzmacnia w sobie działania, nie pielęgnuje otwartości, jego witalność spada. Jak to kiedyś Adam Hanuszkiewicz powiedział: „Starość to kwestia decyzji”. Ja jeszcze takiej nie podjąłem. Kiedy jesteśmy w ruchu ­ pokonujemy przeszkody, idziemy, działamy. Kiedy się zatrzymujemy­ trudniej potem ruszyć. W samym słowie „emerytura” kryje się zatrzymanie. Nie mam w swojej głowie w ogóle takiego pojęcia i punktu, w którym czuję, że przechodzę na emeryturę. Ograniczeniem pewnym jest oczywiście zamykanie się zmysłów: gorzej widzimy, słyszymy, świat stał się szybszy, ilość decyzji, które trzeba podejmować jest wielokrotnie większa i dla osób starszych to jest już problem. Jednak wszystko jest kwestią wyjścia na zewnątrz. Mam taki obraz ulic za granicą Polski, gdzie siedzą starsi ludzie, piją kawę, delektują się czasem, który im pozostał. Mam też obraz naszych rodaków, gdzie gro z nich to zamknięci już na świat pięćdziesięciolatkowie. Pewnie ktoś powiedziałby, że jest to kwestia pieniędzy,. Pewnie trochę tak, ale tu chodzi raczej o wewnętrzną rezygnację i niechęć do odkrywania dalszych tajemnic. Bardzo lubię słuchać i patrzeć na Panią Beatę Tyszkiewicz. Jest w niej spokój, którego zawsze poszukiwałem oraz niezwykła mądrość wynikająca z doświadczenia.

fL.: A czy możliwe, że wpływ na to jaką jest teraz osobą pani Beata Tyszkiewicz miało to, że kiedyś wszystko utraciła, i już nie ma lęku utraty?

J.W.: Na pewno duże znaczenie ma w życiu dystans do tego, co jest przejściowe. Bardzo cenna jest też umiejętność rozstawania się. Z wiekiem człowiek ma dystans do wszystkiego, co posiada i cieszy go fakt,że inni mają. Jeśli boimy się śmierci, boimy się też życia! Trzeba umieć się rozstawać: 
z wiekiem, cerą, włosami, słuchem. Dzisiejszy świat próbuje wszystko zatrzymać. Młodość to doświadczanie życia. Później jest wiek, kiedy już wiemy, co chcemy robić, a na końcu jest wiek dystansu, kiedy patrzymy na wszystko z uśmiechem. Wszystko wynika z naszych decyzji. Jeżeli nie ufamy sobie, nie jesteśmy gotowi na ryzyko, nie podejmujemy decyzji
i nie angażujemy się w to, co robimy, czyli żyjemy trochę obok swojego życia.

fL.: Każdy ma swoje zdanie i punkt widzenia, ale trzeba również umieć słuchać innych.

J.W.: To prawda. Często mówię zwłaszcza do młodych, Ty masz te 20 lat
i WIESZ, ja mam 54 i ROZUMIEM. Ty to przeczytałeś, a ja przeżyłem. Kiedy mama mi mówiła różne rzeczy, kiwałem głową i mówiłem: „Tak, wiem”. Jednak większość rzeczy zrozumiałem dopiero mając 40 lat.

fL.: A jak to jest z samotnością? Często również bardzo się jej boimy.

J.W.: Musimy się nauczyć być sam na sam ze sobą. W ciszy i samotności człowiek dociera do siebie. Jeżeli nie dotarliśmy do tego co w nas jest, do lęków, obaw, staramy się wszystko zagłuszyć relacjami z innymi. Można być w związku i być samotnym. Jesteśmy mocno związani z takimi obiegowymi powiedzeniami jak chociażby „co nas nie zabije to wzmocni”. Ja bym się pod tym nie podpisał. Są oczywiście ludzie, którzy się podniosą i pójdą, ale myślę, że większość czuje się sponiewierana i głęboko to w sobie nosi i wcale nie mają poczucia wzmocnienia. To widać po ludziach, z którymi się rozmawia i widać, że nie wierzą w siebie, mają niskie poczucie własnej wartości, a mają po 40 lat i za sobą osiągnięcia. Jednak trudno być samotnym dzisiaj. Jeżeli cokolwiek działa w chwilach, gdy potrzebujemy pomocy, myślę, że jest to bliskość fizyczna. Przytulanie ma największą moc. Gdyby dało się to wprowadzić w firmach myślę, że taki dyżurny „przytulacz” byłby skuteczny (uśmiech­ przyp. red)

fL.: Jaki jest współczesny mężczyzna? Czy obecnie role się trochę nie odwróciły, mężczyźni nie zagubili się w tym wszystkim?

J.W.: Dzisiaj wszystko się zmienia na naszych oczach, Czy oni dobrze odnajdują się w świecie, w którym są, czy są przygotowani do świata, który się zmienił? Obecnie mężczyźni mogą zajmować się domem, mają urlopy tacierzyńskie. Kobietom jest łatwiej wejść w role typowo damskie, ale mieć część cech męskich. Ostatnie pokolenie, to pokolenie mocno związane z mamami i ich wychowaniem. Mężczyźni nie przeszli żadnej męskiej inicjacji, nie mieli możliwości odkryć, że mężczyzna może być odważny, silny, ale też wrażliwy. Umieć płakać i odnaleźć się w sytuacjach trudnych.

fL.: Jak wyjść z tego schematu?

J.W.: Być może jest konieczność stworzenia nowego typu mężczyzn­ na dzisiejsze czasy. Dominująca jest płeć, którą się naśladuje. Kobiety zaczęły nosić spodnie. Nowy mężczyzna musi umieć łączyć kilka rzeczy, być silny, ale też co najważniejsze mieć marzenia.

 

fL.: Niestety często te marzenia ograniczają się do: pojechać, mieć i być.

J.W.: Znów sprowadza się wszystko do wychowania. Kobieta nie może być wzorem dla mężczyzny dojrzewającego. W związku z tym z założenia matka nie przekaże wielu rzeczy. Kiedyś chłopcy byli od matek odciągani poprzez inicjacje, które czasem bywały bolesne, szli do wojska. Jeżeli w domu nie ma wzoru jakim być ojcem, mężem, to się po po prostu improwizuje, a z tym różnie wychodzi. Myślę, że każda kobieta chciałaby spotkać silnego mężczyznę, ale prędzej, czy później będzie chciała, zobaczyć też jego wrażliwą stronę. Obecnie dochodzi do pewnej rywalizacji, do której według mnie nie powinno dochodzić.

fL.: Dlaczego więc mężczyźni tak często po prostu dają sobą zarządzać?

J.W.: Mężczyzna powinien od najmłodszych lat zaznaczać swoją autonomię, być wychowywany trochę w opozycji do swojej matki, jednak to jest bardzo trudne.

fL.: Z jednej strony mama, później żona... ciężko pozostać twardym.

J.W.: Zazwyczaj żona okazuje się być podobna do matki po pewnym czasie. To kwestia braku pewnej fizyczności, braku kontaktu z drewnem, smarem, brudem, wychowywanie pod kloszem. Kiedyś były podwórka, trzepaki, zdzierało się kolana. Wszystko było takie oczywiste, to kształtowało hard ducha.

fL.: Czego chciałby Pan jeszcze spróbować w swoim życiu? Jakie życie jest fine dla Pana?

J.W.: Mieszkać w ciepłym kraju, budzić się i codziennie widzieć słońce. Mieszkać w domu na klifie, mieć w dole morze, pić kawę, patrzeć w niebo
i nie pytać, czy dzisiaj będzie słońce.

fL.: I tego Panu życzymy, Dziękujemy za rozmowę.