INFINITY Q50


Testował: Maciej Piotrowski

 

TO NIE JEST  SAMOCHÓD IDEALNY. DLACZEGO
ZACZYNAMY RECENZJĘ OD WYMIENIENIA
WAD? POWÓD JEST BARDZO PROSTY
– Q50 KUPIŁO NAS CAŁYM SOBĄ!

Doszukując się jeszcze kilku wad na siłę, tył powinien być zdecydowanie
wyższy, bo wystarczy powyżej 180 cm wzrostu by walić głową w sufit.
System aktywnego pasa ruchu przy zakrętach potrzebuje pomocy
ze strony kierowcy, żeby utrzymać samochód na trasie, zagłówki
nie należą do najwygodniejszych, a połączenie telefonu z Bluetoothem
czasem przerywa. Wystarczy. Następne  strony ułożą się w jeden wielki
zachwyt nad tym modelem, więc z obawy, że zapomnimy o narzekaniu,
chcemy mieć je z głowy. Przejdźmy do tego, co naprawdę ważne, czyli
tego, jak uwielbiamy ten samochód. Jak wygląda Q50 według producenta?
 „Model wyróżnia się swoją oryginalnością, zwartą sylwetką i bardzo
dynamicznymi liniami, zainspirowanymi raczej kształtami występującymi
 w przyrodzie, niż geometrią. 

Widzimy tu wyraźnie świeże oblicze, którego pewność siebie podkreślono 
zachwycającym kształtem nowych reflektorów oraz charakterystycznym
słupkiem C w kształcie sierpu księżyca”. Jak Q50 prezentuje się na żywo?
Według  nas: „Wow”. Ale nie po prostu zwykłe „wow”, tylko bardziej
„wow, proszę pozbieraj moją szczękę z podłogi, bo sam nie jestem
w stanie”. Wyjątkowo twierdzimy,że zdjęcia w tym przypadku nie potrafią
oddać, jak dobrze ten luksusowy sedan prezentuje się w rzeczywistości. 
Q50 to naprawdę duży samochód, ma ponad 4,7 metra długości i 1,8 metra
szerokości. W zamian za to oferuje przestronną kabinę, z dużą ilością
miejsca na nogi dla pasażerów. Jeszcze jeden, ostatni zarzut, w dodatku
niewymieniony we wstępie! Przy wysiadaniu kierowca musi pamiętać, 
że jeżeli ma za sobą pasażera, to nie może otworzyć drzwi jako pierwszy, 
bo przy ich otwarciu jego fotel odjeżdża do tyłu, robiąc kierowcy dużo
miejsca. Z drugiej strony pasażerowi robi się zdecydowanie ciaśniej,
dlatego powinien pamiętać, by ewakuować się pierwszy. Wracając jednak
do pozytywów – bagażnik w tym modelu ma aż 400 litrów pojemności, 
więc niestraszne mu wyprawy nawet z największymi zakupoholikami do sklepu. Przechodząc do wyposażenia, w testowanym przez nas modelu wszystko było na bogato do tego stopnia, że chyba zabrakłoby nam slajdów, żeby wszystko opisać, więc skupimy się tylko na najciekawszych naszym zdaniem funkcjach.

Zacznijmy od momentu, w którym otwieramy drzwi. Załóżmy, że ktoś przed nami
korzystał z samochodu i pozmieniał ustawienie kierownicy, fotela, lusterek.
Dzięki inteligentnemu kluczykowi (w zestawie dostajemy dwa), do którego
przypisywane są te ustawienia, całość wraca na swoje miejsce automatycznie,
a my nie mamy ochoty udusić osoby, której użyczyliśmy nasze cacko. W Infinity
trafiliśmy też na nasz ulubiony bajer, mający na celu ułatwienie parkowania
tyłem. Przy cofaniu na ekranie pojawi nam się widok z… góry samochodu!
Zupełnie jakby po wrzuceniu wstecznego, z Q50 wylatywał niewidzialny dron,
który doskonale pokazuje nie tylko samochody obok, ale też krawężniki i inne
nierówności terenu. Wreszcie bez obaw, że zarysujemy wypożyczony samochód,
mogliśmy wyłączyć wiecznie denerwujące pikanie! Ciekawy jest też inteligentny
tempomat, który automatycznie zwalnia poniżej ustawionej prędkości,jeżeli
wykryje, że samochody przed nami też zwalniają i sam przyśpiesza,
gdy tylko ruch staje się płynny. 

Do tego jeszcze warto nadmienić „krytykowany” we wstępie system kontroli pasa ruchu, który z utrzymywaniem samochodu na środku pasa na prostym odcinku radzi sobie idealnie i potrzebuje lekkiego wsparcia tylko w przypadku delikatnych zakrętów na trasie. Nie zapominamy też o systemie audio firmy Bose, w skład którego wchodzi aż 14 głośników i który brzmi po prostu świetnie. Testowana przez nas wersja była wyposażona w czterocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1991 cm3, z mocą 211 koni i momencie obrotowym wynoszącym 350 Nm osiąganą przy 1 250–3 500 obrotach na minutę. Prędkość maksymalna wynosi 245 km/h (wierzymy na słowo, bo nie próbowaliśmy go aż tak rozpędzać), a przyśpieszenie do setki zajmuje 7,2 sekundy. 

W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że bez względu na tu,
 czy ruszamy na światłach, czy przy 90 km/h próbujemy
wyprzedzić tira – wystarczy mocniej wcisnąć pedał gazu,
żeby dosłownie wcisnęło nas w fotel, a wyprzedzany samochód
 został daleko w tyle. Kolejną rzeczą, dzięki której kochamy Q50,
jest bezpośredni, adaptacyjny system kierowania. Dzięki niemu
sami ustalamy, czy kierownica ma chodzić bardzo lekko,
czy też może ma stawiać wyraźny opór, ale oferować pełen skręt
kół przy dużo mniejszym obrocie, zupełnie jak w samochodach
sportowych. Z czysto kronikarskiego obowiązku dodamy,
że w trakcie naszych testów było to jedyne słuszne ustawienie,
które oferowało niesamowitą frajdę w trakcie jazdy. 

Według informacji od producenta w cyklu mieszanym Q50 powinien
 palić 6,3 litra na 100 kilometrów. Nam palił powyżej 9 i to zarówno w trasie,
jak i po mieście, ale mamy ciężką stopę i naprawdę go nie oszczędzaliśmy, 
więc to pewnie nasza wina. Podsumowując całość niniejszego tekstu, 
Infinity Q50 skradło nasze serca, skradło nasze dusze, a kto wie, 
czy wkrótce nie skradnie też portfeli. Ceny za Infinity Q50 zaczynają się
 od 151 500 zł w podstawowej wersji wyposażenia z silnikiem Diesla, 
kończąc na 263 300 we wszystko mającej wersji hybrydowej.