POTOMEK TUDORÓW
CHRISTOPHER W. GORTNER


Tekst: dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak

Pana bohaterki to ważne i kontrowersyjne kobiety. Łatwo jest pisarzowi wejść
w umysł
takich postaci i mówić ich językiem?

C.W.G.: To nigdy nie jest proste. Po miesiącach poszukiwań zbieram
wszystkie fakty i wydarzenia, o których chcę napisać. Spędzam mnóstwo
czasu na zrozumieniu motywów, które nimi kierowały, co odczuwały, kochały
lub czego się obawiały. Muszę pozbyć się swoich wewnętrznych uprzedzeń
i osądów, bym mógł odkryć uczucia bohaterek i ich punkt widzenia. Muszę
wejść im pod skórę i spoglądać na świat ich oczami. Jest to coś w rodzaju
aktorstwa: przyswajam osobowość postaci, o której piszę.

Podobno kolejna pana książka będzie o Coco Chanel?

C.W.G.: Owszem, jestem nią bardzo podekscytowany. Zawsze uwielbiałem
modę, pracowałem w tej branży przez lata. Coco Chanel była jedną z moich
inspiracji; zmieniała nie tylko wygląd kobiet, ale też to, jak się czuły
we własnych ciałach. Przeżyła wiele wydarzeń: wojnę francusko-pruską,
pierwszą wojnę światową, wielki kryzys oraz drugą wojnę światową.
Zignorowała to, jak patrzono na projektantów, i obdarzyła nas
fenomenami mody, takimi jak mała czarna czy jej perfumy Chanel No.5.
Była też zdeterminowaną kobietą z burzliwym życiem. Jego część intymna
jest głównym rdzeniem mojej powieści. Opowiada o tym, jak walczyła
o akceptację, miłość i przyjaźń. Pisanie o niej było naprawdę ciekawym
doświadczeniem. Była skomplikowana i jednocześnie intrygująca
i właśnie dlatego jej dziedzictwo przetrwało aż do dziś.

 

Skąd u amerykańskiego autora zainteresowanie europejskimi
rodami królewskimi?

C.W.G.: Jestem pół-Amerykaninem, pół-Hiszpanem. Moja matka
pochodzi z Madrytu, wychowywałem się na południu Hiszpanii.
Dorastając tam, byłem nieustannie otoczony pozostałościami
historii. Ruiny zamku, niegdyś należącego do królowej Izabeli,
znajdowały się blisko mojego domu, a ja zwykłem tam biegać
i się bawić. Historia dla mnie żyła. Widziałem ją wszędzie
i interesowali mnie ludzie, którzy ją tworzyli. Chciałem odkryć
ich osobowości, uczucia i powody, dlaczego zrobili to, co zrobili.
Pisanie historycznej fikcji było dla mnie wyładowaniem tej obsesji.
Może być ona bardzo nudna, kiedy uczy się o niej w szkole. Jednak
fikcja historyczna daje nam coś więcej, niż tylko fakty i wydarzenia.
Dzięki niej widzimy wszystko o wiele jaśniej i to pomaga nam zrozumieć,
że królowie i królowe również byli zwyczajnymi ludźmi jak my.

 

Co w trakcie pisania powieści jest dla Pana najłatwiejsze, a co najtrudniejsze?

C.W.G.: Najłatwiejszą częścią dla mnie jest poszukiwanie informacji.
Pomimo że nie jest to łatwe, bardzo lubię to robić. Lubię czytać
na wiele różnych tematów i potrafię spędzić cały dzień na rozwikływaniu
zawiłych tajemnic, np.: jakiego typu siodła używała Katarzyna Medycejska,
czy też co Izabela I Kastylijska czuła względem swej wiary. Najtrudniejszą
częścią tego wszystkiego jest wybór wątku ich życia, o którym chcę napisać.
Muszę wybierać te najlepsze chwile, wydarzenia i czyny, które w pełni ujmują
osobowość mojego bohatera.

Jak wielu pisarzy cierpię czasem na brak weny, jednak przez te wszystkie
lata nauczyłem się, że pisanie w 90% składa się z ciężkiej pracy, a w 10%
z inspiracji. Nie czekam na wenę. Po prostu siadam i piszę. Nie ma znaczenia,
czy czuję, że ją mam, czy też nie, pisarz nie może przecież korygować pustej
strony. Póki mam słowa na tej pustej stronie, mogę je ulepszać.

Tudorowie są bardzo złożoną i kontrowersyjną rodziną. 
Czy trudno było napisać książkę nie sugerując się
utartymi schematami i stereotypami?

C.W.G.: Myślę, że szczęściarz ze mnie, bo wpadłem na pomysł, by nie
opierać się tylko na Tudorach, ponieważ tak wiele już o nich mówiono,
więc trudno byłoby znaleźć jakiś powiew świeżości. Moja książka skupia
się na fikcyjnej postaci – młodym mężczyźnie z tajemnicą, który staje
się prywatnym szpiegiem Elżbiety. Opowiadając historię jego oczami,
mogłem odnowić wątek Tudorów w ciekawy sposób. Bohater przeżywa
swoje ciężkie chwile u boku Elżbiety, jednak ma też własną historię.
Moje powieści o Tudorach całkowicie różnią się od pozostałych – są
pełne napięcia, tajemniczości i przygody. Zawsze staram się unikać
stereotypów, ponieważ nie sądzę, żeby  były pomocne. Każdy z nas jest
skomplikowany, możemy mieć wiele twarzy naraz, więc jako pisarz
robię wszystko, co w mojej mocy, by odkrywać postaci z tej perspektywy.
Tudorowie byli ludźmi. To bardzo ważne, by nie popadać w stereotypy
wiążące się z historią, jeśli chce się poznać bohaterów.

 

Gdzie Pan szukał informacji na temat bohaterów?

C.W.G.: Gdzie tylko mogłem. Lista biografii, które wykorzystałem do swoich
powieści, mogłaby się składać nawet ze stu książek albo i więcej. Podróżuję
do miejsc, o których piszę, oraz doszukuję się szczegółów, które mogą nie
być zawarte w żadnej książce. Staram się zwiedzić tyle, ile mogę, by wczuć
się w świat moich postaci. Wiele się zmieniło, od kiedy żyli, ale zawsze
odnajduję coś intrygującego. Dużo czasu również spędzam na kreowaniu
ich charakterów. Muszę wiedzieć, czego pragnęli, czego się obawiali, co
kochali i nienawidzili, co ich napędzało, oraz wiedzieć, jakie są ich silne,
jak i słabe strony. Musiałem się nimi stać, by o nich napisać, więc dzięki
temu musiałem wiedzieć, jak zachowaliby się w danej sytuacji. Jest to jak
praca detektywa: kieruję się poszlakami, póki w całości się nie dowiem,
kim byli.

Ile w tej książce jest fikcji, a ile prawdy?

C.W.G.: Zawsze staram się, by nie zniekształcić lub nie zmienić historycznych
faktów, jednak w końcu moje książki to powieści. Ich przeznaczeniem jest
zabawić ludzi. Fikcyjną częścią tego wszystkiego jest to, jak interpretuję moich
bohaterów. Wymyślam dialogi i sceny, ale też używam oryginalnych
powiedzeń, wydarzeń i wplatam, co tylko mogę, i oczywiście w książkach
o Tudorach wykorzystuję historyczne fakty, ale to odnowiona wersja
z tajemnicami, które główny bohater – Brendan – musi odkryć. Staram
się stworzyć autentyczny świat dla swoich czytelników; świat, w którym
kiedyś moje postacie żyły.

 

Mieszkanie w hiszpańskim zamku, nauka tańców dworskich…
Stara się Pan wczuć
w atmosferę epoki?

C.W.G.: Spędziłem noc w zamku, w którym zamieszkiwała Joanna I Kastylijska
– bohaterka mojej powieści „Ostatnia królowa”. Zamki są niewygodne,
potrafią być zimne i przewiewne. Nauczyłem się, że mieszkanie w nich
może i jest szykowne, ale tylko pod warunkiem, że ma się ogrzewanie
i dużo ciepłej wody, w przeciwnym razie – to żadna frajda. Uczyłem się
tańców dworskich po to, by zrozumieć, jak ludzie mogli się poruszać,
mając na sobie tak ciężkie ubrania. I znowu – moda z przeszłości wydaje
nam się piękna, ale w rzeczywistości tańczenie w kubraku, który waży
kilka kilo, to jak bieganie w pancerzu. Zapominamy, że w czasach
Tudorów nie czyściło się chemicznie i nie było żadnych pralek, więc
łatwo wywnioskować, że ubrania ludzi nie pachniały zbyt ładnie po
całonocnej zabawie na dworze. Nie przeczę – tańce dworskie są
wyniosłe oraz zawierają porządną dawkę precyzji i symboliki w każdym
momencie. Taniec dworski nie był tylko tańcem. Tak się właśnie
komunikowali ludzie. Było to niesamowite doświadczyć ich
skomplikowania i odkryć, jak ludzie przekazywali sobie tajne wiadomości.

 

Czym jeszcze inspirował się Pan, pisząc książkę?

C.W.G.: Zainspirowały mnie pierwsze miesiące rządów Elżbiety Tudor.
Poprzednie dwie powieści dotyczyły okresu przed jej koronacją i udało
nam się dostrzec, jak jej rządy przebiegały spokojnie podczas wielu osiągnięć.
W rzeczywistości zmierzyła się z wieloma niebezpieczeństwami, sięgając po
raz pierwszy po koronę. Anglia była na skraju upadku. Skarbiec był pusty,
a religijne królestwo cały czas nękane. Była taka młoda, niedojrzała do
roli królowej i stała na celowniku wielu katolików, którzy myśleli, że jest
zdrajczynią. Potomek Tudorów opowiada o tym, jak bardzo musiała
walczyć, by utrzymać władzę, i o sekrecie, który może ją zniszczyć.

Czy w książce są jakieś informacje dotyczące Tudorów, których nie ma nigdzie
indziej,
w żadnej innej książce?

C.W.G.: Musicie przeczytać, by się dowiedzieć!