ANNA HALAREWICZ
SMUTNE OCZY KOBIET


Ktoś kiedyś spytał ilustratorkę Annę Halarewicz dlaczego kobiety na jej obrazach są takie smutne? Artystka odparła, „ponieważ są myślące”.

Patrycja Toczyńska: Jesteś absolwentką ASP na wydziale grafiki. Jak się zapatrywali Twoi akademiccy profesorzy na to, że wybrałaś „mało poważny“ kierunek w sztuce-ilustrację mody?

Anna Halarewicz: Na studiach chyba nikt się nie spodziewał, że pójdę tą drogą. Mój temat pracy magisterskiej na ASP brzmiał „Człowiek w perspektywie śmierci”, a na drugim kierunku,wymyśliłam sobie temat: „personifikacja duszy i cierpienie w sztuce“ (śmiech). Jak widać tematy łatwe, lekkie , przyjemne i bardzo blisko mody (śmiech). Na dyplomie z fotografii, na zdjęciu zanurzona byłam w wannie z czerwonym akrylem symbolizującym siłę, męstwo i cierpienie. Ale kto powiedział, że ilustracja to temat błahy? Możliwe że podchodzi się do niego „mało poważnie”, ale to najwyższa pora, żeby to zmienić.

P.T.: To jak to się stało, że pojawiła się ta moda?

A.H.: Jestem po nauce przedmiotów ścisłych: fizyka, matematyka. Potem była ASP. Ja w ogóle lubię kontrasty-stąd pewnie moda. Wysłałam swoje ilustracje na konkurs, praktycznie nie pokazując mody. I wygrałam. Po jakimś czasie pojawiło się to określenie „ilustratorka mody”.

P.T.: Rozumiem, że oprócz malowania, tworzenia ilustracji dla siebie, współpracujesz też z markami, magazynami?

A.H.: W Polsce współpracuję z magazynem „Twój Styl“, tworzę ilustracje do tekstów Pani Joanny Bojańczyk. Moje ilustracje pojawiają się także
w magazynach: „Glamour“, „Harper’s Bazaar“, „Newsweek“, „Elle“. Największą ostatnią współpracą była ta z „Tatuum“. Powstała kolekcja ubrań z moimi ilustracjami, ale też cała witryna sklepowa. Współpracowałam też z marką Bizuu, projektowałam zaproszenie na jeden z Pokazów La Manii. Współpracuję też z marką Dr Irena Eris, więc nie sama moda, ale większość projektów jest związana z kobietą.

P.T.: Twoje rysunki zdobią też ścianę w Galerii Mokotów. Muszę przyznać,
że ich skala robi wrażenie.

A.H.: Tak, Galeria Mokotów jest zdominowana przez moje postacie (śmiech). Rysunki ciągną się kilkadziesiąt metrów- to robi wrażenie.

P.T.: Jesteś artystką, która woli papier i akwarele zamiast komputera. Opowiesz o swojej technice malowania?

A.H.: Głównie używam akwareli, tuszy, piórka. Pozostaje wierna akwarelom już 15 lat. Nie ukrywam, że jest to technika bardzo wymagająca. Jeśli robię miesięczne przerwy, spowodowane np. wyjazdami, to mam wrażenie, że odzywa się głos-„nie malowałaś”!!! Pierwszych kilka prac po takiej przerwie na ogół ląduje w koszu.

P.T.: Dlaczego akurat akwarela?

A.H.: Podoba mi się lekkość i bezbłędność pierwszej, nałożonej plamy, której nie da się już cofnąć, a ja lubię techniki nieprzewidywalne, nie znoszę się nudzić.

P.T.: Odnoszę wrażenie, że w Twoich pracach generalnie bardziej chodzi
o kobietę niż same ubrania. Czym jest ta moda dla Ciebie?

A.H.: Inspiruje mnie klimat pokazów. Uwielbiam Alexandra McQueena i jego mrok. Uwielbiam pokazy Haute Couture Johna Galliano z czasów Diora, Dolce and Gabbana z całym mnóstwem detali, kolczyków i tiar. Detal się świetnie rysuje. Sama moda jako przebranie, blichtr czy po prostu droga metka wkurza mnie, bo niesie za sobą pustkę. Słowo „trendy“ działa na mnie jak płachta na byka, podobnie „must have”. Modę też trzeba umieć nosić, metka nie jest gwarancją stylu.

P.T.: Patrząc na Twoje namalowane kobiety, mam wrażenie, że często pojawia się ta sama twarz.

A.H.: Tak. Pojawia się na nich sama autorka (śmiech). Najłatwiej jest mi namalować samą siebie. Nie ma potem pretensji, że ktoś wyszedł niepodobny. Często pojawia się też Monica Bellucci ze względu na swoją niesamowitą kobiecość, która strasznie mnie pociąga. No i w większości na moich obrazach występują brunetki…i blady strach pada na mnie w obliczu zmierzenia się z blondem…

P.T.: Czyli twarze są znajome, a elementy garderoby inspirowane projektantami?

A.H.: Tak naprawdę po detalach można rozszyfrować jaka to kolekcja lub projektant. Bardzo często w swoich pracach nie rysuję całych sylwetek. Czasem wystarczą charakterystyczne kolczyki lub makijaż, żeby wiedzieć jaki to projektant. Zresztą makijaż, czy fryzury- to nieodłączne elementy pokazów, charakterystyczne dla poszczególnych projektantów. Podobnie jak muzyka
w trakcie pokazu-to wszystko stanowi całość i wpływa na odbiór.

P.T.: Na twoich ilustracjach, czasem wystarcza tylko kreska, aby oddać klimat pokazu.

A.H.: Nie widzę sensu żeby wszystko rozrysowywać 1:1 i tym samym „wyręczać” fotografie. Chodzi o to żeby dwoma pociągnięciami kreski oddać istotę pokazu. Cały czas mam przy sobie szkicowniki (czekam aż tusze wyleją mi się w torebce) po to, aby mieć świeżość spojrzenia, ale i tak często trudno jest powiedzieć stop i pracę można „przegadać”. Pociąga mnie taka pewność ręki,która właśnie kilkoma gestami oddaje charakter rysowanego obiektu, po to są te lata ćwiczeń i rysowania od rana do nocy, dla tych kilku pewnych pociągnięć.

 

P.T.: Pomówmy o inspiracjach...

A.H.: Uwielbiam Vivienne Westwood za jej podejście do moralności w modzie, pazur i za to, że nie ulega presji młodości. Z malarzy moi ulubieni to: Marc Rothko i Teresa Pągowska. W ogóle lubię malarstwo gestu. Nie interesuje mnie hiperrealizm. ale największą inspiracją, a właściwie, jak wszędzie już to podkreślam są pokazy McQ,te jeszcze za jego życia…z najukochańszych „Horn of plenty” z 2009. Ten pokaz można „studiować” latami, co też czynię. Nie jestem też wstanie funkcjonować bez muzyki…a co dopiero malować.

P.T.: Z jednej strony jest moda o której powiedziałaś, a z drugiej strony
mrok i niepokój. Czy jedno z drugim może iść w parze?

A.H.: To tak jak w życiu, radość przeplata się ze smutkiem i jest to zupełnie normalne. Pewnie łatwiej jest mi znosić te odmienne stany, dzięki malarstwu.

P.T.: Czym dla Ciebie jest kobiecość, o której tak dużo mówisz?

A.H.: Na pewno  wiem czym kobiecość nie jest. Jest daleka od wulgarności
i powierzchownego przywiązania do wyglądu.  Kobiecość to siła, mądrość, wrażliwość.

P.T.: Jak być Tobą? Jak rysować jak Anna Halarewicz?

A.H.: W jakiejkolwiek branży, żeby dobrze coś robić, to trzeba to robić cały czas, poświęcić się tylko temu. Stale rysować, szkicować, a przede wszystkim PATRZEĆ i WIDZIEĆ. To chyba tyle. Ale czy jest sens bycia „kimś”?. Bądźmy sobą, róbmy swoje, wtedy to będzie cieszyło i nigdy się nie znudzi.

 

Tekst i zdjęcia: Patrycja Toczyńska